Przejdź do głównej zawartości

Posty

334. W świecie Prusa. „Bolesław Prus. Pomiędzy tekstami” pod redakcją Dariusza Piechoty i Agnieszki Trześniewskiej

Bolesław Prus należy do grona tych pisarzy, którzy wciąż podlegają różnego rodzaju badaniom i ponownym interpretacjom. Jego położenie w dzisiejszym literaturoznawstwie jest dla jego twórczości jak najbardziej korzystne, bo sprawia, że jego spuścizna wciąż żyje – nie tylko w obiegu czytelniczym, ale również naukowym, akademickim. Książka  Bolesław Prus. Pomiędzy tekstami to tom studiów poświęcony analizie jego dorobku, powstały w związku z setną rocznicą śmierci pisarza. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, co przecież nie jest takie oczywiste w przypadku opracowań naukowych, książek literaturoznawczych, że recenzowany zbiór studiów czyta się bardzo dobrze, z wyraźnym zainteresowaniem. Głównie ze względu na różnorodność w podejściu do Prusa jako twórcy, objawiającą się z jednej strony w doborze tematów badawczych, a z drugiej w sposobach ich realizacji. To przede wszystkim prace, które umiejscawiają autora Lalki w różnych przestrzeniach, nie tylko stricte literackich, ale również h...

333. W górach. Antoni Kroh „Sklep potrzeb kulturalnych – po remoncie”

Szymborska, rekomendując tę książkę, ustawiła w pewnym sensie całe moje nastawienie. Mówiąc, że autor jest etnografem, ale sporo lat wcześniej – co nie tylko etnografom się przydarza – był małym chłopcem w jakiś sposób ukierunkowała moje oczekiwania, determinując je na sentymentalną opowieść o tym, co minione, pochodzące z magicznej krainy dzieciństwa. Po części lektura potwierdziła przypuszczenia, bo tego, co dawne, co ze względu na kontekst biograficzny autora pierwsze, baśniowe, w tej książce dużo, jednak skłamałbym, mówiąc, że to stricte sentymentalna rzecz. To coś znacznie więcej, choć w istocie Sklep potrzeb kulturalnych opiera się na tym, co przeżyte w dzieciństwie – czyli w jakimś stopniu zmitologizowane. Książka Antoniego Kroha to pozycja, która składa się w pewnym sensie z dwóch głównych planów: prywatnego i etnologicznego. Ten pierwszy, w jakimś stopniu determinujący drugi, leżący u jego podstaw, będący swoistym przyczynkiem do opowieści, związany jest z prywatnymi przeż...

332. Bezpiecznie. Barbara Korta-Wyrzycka „Kółko konsekrowanych wdów”

Prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnął po Kółko konsekrowanych wdów , gdyby nie fenomenalna okładka – prosta, oszczędna, a przy tym z głębią, przyciągająca uwagę. Tutaj należałoby również zwrócić uwagę na sam tytuł, a dokładnie zamieszczenie w nim nieco zapomnianej roli społeczno-kościelnej, czyli wdów konsekrowanych, których dotyczy oczywiście jedno z opowiadań.

331. Szkoła reżimu. Yi Mun-yol „Nasz skrzywiony bohater”

Yi Mun-yol napisał opowieść ważną i czytelną, bo dotyczącą z jednej strony nas wszystkich, obywateli, ludzi funkcjonujących w różnych społeczeństwach, a z drugiej tego, co wszyscy przeżyliśmy – szkoły. To niebywałe, jak przez pryzmat klasowych, korytarzowych wydarzeń, dotyczących dzieci, autorowi udało się usnuć głęboką opowieść o potrzebie demokracji, wolności i panującym ucisku, który – co ciekawe – okazuje się łatwiejszy do zniesienia niż niezależność.

330. Niekoniecznie mocno o namiętnościach. Arek Borowik „Wnętrza wypalone lodem”

Zupełnie niebywała okazała się dla mnie lektura debiutu Arka Borowika, książki Z góry widać tylko nic , którą miałem okazję przeczytać w ubiegłym roku. Nic więc dziwnego, że z wielkim zainteresowaniem zasiadłem do Wnętrz wypalonych lodem, ostatniej pozycji autora. Wnętrza wypalone lodem , podobnie jak wspomniana wcześniej książka, korzysta z baśniowych motywów, konstrukcji, na których tworzone są nowe historie – z emocjami, namiętnościami i ludzkimi słabościami na pierwszym planie. To, co przede wszystkim wadzi w czytaniu, to poczucie zupełnego oderwania przedstawianych historii od rzeczywistości.  Trudno w nie uwierzyć, choć nie tak łatwo powiedzieć, z czego ta niemożność właściwie wynika – czy z samej historii, jako ciągu przyczynowo-skutkowego, następujących po sobie wydarzeń, czy raczej z przedstawienia, formy. Nie sposób uwolnić się od wrażenia, że fabularne konstrukcje są nad wyraz naciągane i nieprawdopodobne – nie tylko pod względem rozwoju akcji, ale i kluczowych...

329. Barańczak nieoceniony. Stanisław Barańczak „444 wiersze poetów języka angielskiego XX wieku”

O Barańczaku można by mówić długo i dużo, więc myślę, że lepiej powiedzieć krótko, acz treściwie – z jego wierszami należy się zapoznać.

328. Wymazywanie. Michał Witkowski „Wymazane”

Dużo mógłbym napisać o sympatii do Michała Witkowskiego. To, co pisze, jest dla mnie ważne z kilku powodów, więc ograniczę się może do jednej kwestii – rzeczywistość, którą opisuje, zawsze ucieka, zawsze powoli odchodzi, i właśnie obserwacja tego procesu w jego utworach z jednej strony uzależnia, a z drugiej boli – czy to w Lubiewie , gdzie widzimy, jak jeden, nowoczesny, kapitalistyczny, świat nachodzi na drugi, czy w Fynf und cfancyś , gdzie bohaterowie, wyjeżdżając z biednej Polski, handlując ciałem w zupełnie innych realiach, na bogatym zachodzie, przedstawiają miejsca i czasy, które – jak się zdaje – również przeszły do historii.

327. Między artystami. Agnieszka Stabro „Masz na imię Camille”

Długo trzeba było czekać na polską książkę, która traktowałaby o Camille Claudel – francuskiej rzeźbiarce, zmarłej w połowie poprzedniego wieku. Tego wyzwania podjęła się Agnieszka Stabro, poetka i prozaiczka, pisząc zbeletryzowaną biografię artystki, wydaną nakładem wydawnictwa MG. Masz na imię Camille to książka pod względem narracyjnym nieco naiwna, żeby nie powiedzieć, że infantylna. Owszem, Agnieszka Stabro opowiada ciekawie, rzeczywiście potrafi czytelnika uwikłać w przedstawianą opowieść, w losy artystki, jednak robi to w sposób – w moim przekonaniu – niezbyt udany. Przede wszystkim ze względu  na prowadzenie narracji w drugiej osobie liczby pojedynczej, ciągle zwracającej się do Claudel. O ile z początku taki sposób opowiadania wydaje się ciekawy i „intymny”, o tyle z czasem – po przeczytaniu większej ilości stron – męczy i zaczyna być postrzegany jako infantylny, sztuczny, nienaturalny. Rozumiem, że celem było zmniejszenie dystansu między czytającym a francuską artystk...

326. W negatywie. Witold Kanicki „Ujemny biegun fotografii”

Szymborska w Lekturach nadobowiązkowych, recenzując jeden z podręczników naukowych, napisała, że ani nie chce, ani nie musi go czytać, a studenci choć też nie chcą, niestety muszą. Smutne, ale tak jest, gdy praca, która powinna coś objaśnić, bynajmniej nie tłumaczy, nie dostarcza wiedzy, a wyłącznie prowadzi przez zawiłe, niepojęte korytarze argumentacji i dochodzi do tylko sobie znanych wniosków. Piszę o tym nie bez powodu, bo Ujemny biegun fotografii Witolda Kanickiego, książka, po którą sięgnąłem raczej z przypadku, ze względu na piękną – naprawdę, niezwykłą! – okładkę, nie tylko objaśnia i szerzej ujmuje zjawisko negatywu, ale także intryguje – czyli przeciwnie do pozycji, którą recenzowała noblistka. Na początku należy zaznaczyć, że Ujemny biegun fotografii t o pozycja, która wypełnia pewną lukę, systematyzuje wiedzę oraz porządkuje to, co dotąd było nieuporządkowane. Nie jestem pasjonatem fotografii, a już osobą, która badałaby zjawiska fotograficzne zwłaszcza, jednak nawet...

325. Być wrażliwym. Hans Christian Andersen „Improwizator”

Piękna książka o poezji. To właściwie mógłbym powiedzieć, mówiąc o Improwizatorze Andersena. Dużo? Mało? Nie wiem. Jestem jednak przekonany, że w odpowiedni sposób te słowa odzwierciedlają istotę tej książki. Nie tylko ze względu na temat, który powieść porusza (tytułowe improwizowanie, przywołaną lirykę), ale także ze względu na duże przywiązanie do wysublimowanego języka oraz specyficznego podejścia i sposobu przedstawiania.